Moja przygoda z fantastyką rozpoczęła się niedawno, więc pisząc
o „Pierwszym rogu” nie opowiem o nawiązaniach, oryginalności lub jej braku, ale
przeczytacie o tym, co w tej książce sprawiło, że mam ochotę w ten gatunek się
zagłębić.
Praktycznie od początku do końca akcja toczy się w karczmie
przy głównym szlaku handlowym świata, który nie jest dobrze znany przez
bohaterów, a co dopiero przez czytelnika. W książce nie znajdziemy żadnych
dodatkowych mapek ani planów, musimy więc polegać na skąpej wiedzy mieszkańców
tego tajemniczego świata. Enigmatyczny Havald, elfka Leandra, mroczna elfka
Zokora, porywczy i nieprzewidywalny Janos, Baron a także Gospodarz karczmy wraz
ze swoimi córkami to tylko część z uwięzionych przez wielką śnieżycę postaci. Przed
nimi kilka mroźnych nocy, podczas których będą walczyć o swoje życie, honor, a
może nawet o uczucia. Pomoże im spryt, odwaga, mądrość a przede wszystkim umiejętnie
stosowana magia. Nie obejdzie się bez kilku mieczy, które nie są w tym przypadku
zwykłą bronią do walki wręcz. Jakie mają właściwości – nie zdradzę,
przeczytajcie sami.
Zagadki i tajemnice nie są być może ekstremalnie zawiłe,
może nawet wprawny czytelnik fantasy uzna je za sztampowe, ale mi bardzo
przypadły do gustu. Niezłe dialogi doprawione szczyptą kąśliwego humoru,
słownych potyczek pomiędzy płciami sprawiły, że nieraz zaśmiałam się szczerze
podczas lektury – czego nie gwarantuję innym czytelnikom. Wszak nie od dziś
wiadomo, że każdego bawi coś innego.
Jeśli chodzi o bohaterów, to moim zachwytom nie było końca.
Szczególnie do gustu przypadła mi Zokora – cóż, zawsze w literaturze miałam
słabość do postaci ironicznych i z pozoru wyrachowanych, a skrywających pod tym
płaszczem jakąś tajemnicę.
Rozwój wydarzeń pod koniec książki spełnił swoje zadanie –
mam ochotę natychmiast sięgnąć po następną część. Niestety nie wiadomo jeszcze jak
długo będę musiała na nią czekać. Niemniej polecam zarówno fanom fantasy jak i
raczkującym w tym temacie żółtodziobom.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz